3:50 pm - czwartek Luty 18, 8754

Dlaczego lepiej jest pływać po morzu

Żeglarstwo niejedno ma imię, o czym możemy się przekonać, jeżdżąc po Polsce i po świecie, i odwiedzając różne miejsca nad wodą. Popularny sport wykorzystujący siłę wiatru można uprawiać na niemal każdym większym akwenie, ale to morze kusi najbardziej zarówno majtków, jak i kapitanów. Dlaczego?

Po pierwsze, morze to przygoda zdecydowanie większa niż gdzie indziej. Nic tak nie wzmaga produkcji adrenaliny jak niedosiężny horyzont i wysokie, spienione fale, jęk wiatru w olinowaniu oraz nocne niebo aż białe od gwiazd. Przetrwanie sztormu daje satysfakcję na całe życie, ale dla niektórych już samo poradzenie sobie z chorobą morską jest imponującym wyczynem. Na małym jeziorze nawet największa burza nie dostarczy nam tylu wrażeń ile porządne 8 w skali Beauforta na morzu. Oczywiście nie należy ryzykować tylko po to, by poczuć dreszczyk emocji. Doświadczony wilk morski wie, że nawet kiedy staramy się płynąć jak najbezpieczniej i rozważnie, wrażeń na morzu nie zabraknie.

Drugim ważnym argumentem przemawiającym na korzyść morskiej żeglugi jest jej aspekt zdrowotny. Słońce i morska woda działają jak eliksir młodości – z takiej wyprawy wraca się odmłodzonym, ze zdrową, opaloną na brązowo skórą, nasze ruchy stają się sprężyste a mięśnie pracują jakby z radością nawet przy większym wysiłku. Nie od dziś wiadomo, że różne choroby skóry udaje się wyleczyć lub złagodzić właśnie żeglując po słonecznych morzach i kąpiąc się w czystej wodzie tropikalnych zatoczek. Wystarczy przypomnieć sobie, o ilu kosmetykach na bazie alg, morskich minerałów itp. słyszeliśmy, by zrozumieć, jakie naturalne bogactwo kryje się w słonych wodach całego świata. Jeśli wypuścimy się na północ, gdzie hula zimny wiatr i pogoda bywa naprawdę ciężka do zniesienia, mamy gwarancję, że do domu wrócimy zahartowani i odporni na wszelkie przeziębienia.

Na morzu mamy też dużo więcej miejsca niż na zatłoczonym jeziorze. Szerokie wolne przestrzenie dają poczucie wolności, ale zapewniają też bezpieczeństwo. Spotkanie jakiejkolwiek innej łodzi czy statku, z którym mogłoby dojść do kolizji, jest mało możliwe, a nawet jeśli się przytrafi, widzimy każdy pływający obiekt dużo, dużo wcześniej i możemy minąć się spokojnie w dużej odległości. Małe są też szanse na to, że osiądziemy na mieliźnie lub zaplączemy się sterem w wodorostach. Z drugiej strony, w razie wypadku trudno jest liczyć na szybką pomoc, ale dzięki obowiązkowej obecności na pokładzie urządzeń lokalizacyjnych i komunikacyjnych, ryzyko poważniejszego nieszczęścia jest niewielkie.

Tak prozaiczna sprawa jak brak komarów na morzu mało komu przychodzi do głowy. Aby zacząć się nad tym zastanawiać, trzeba by było spędzić kilka dni, żeglując po Mazurach lub innych śródlądowych wodach. Podmokłe tereny wokół jezior są idealnym miejscem dla tych uciążliwych, krwiożerczych insektów i nie da się od nich uciec – bo i dokąd? Jeśli nie potrafimy się przyzwyczaić do swędzących bąbli na każdej części ciała, lepiej przestawić się na żeglugę morską.

Filed in: na morzu

Comments are closed.